Poznanskie Stowarzyszenie Karate Shotokan

Wyczekiwana przez wszystkich relacja z Małego Obozu!

Kilka słów wstępu dla osób, które nie miały do tej pory możliwości głębszego zapoznania się z tematem: Nazwa „Shotokan” oznacza budynek, miejsce lub salę, w której uczy Shoto (mistrz o tym imieniu). Sam wyraz „shoto” natomiast oznacza „falowanie sosen” lub „szum wiatru wśród sosen”.

Czy można wymyślić sobie zatem lepsze miejsce do trenowania karate niż Stare Kaleńsko i dojo w samym środku iglastego lasu? Pewnie nie, gdyby nie fakt, że jakiś gamoń zgubił klucze od sali i trzeba zaczynać improwizować. Jednakże, mając na uwadze słowa Kazimierza Górskiego o tym, że „najlepsza improwizacja to ta wykuta na blachę” byliśmy przygotowani na taką ewentualność.

W pierwszej kolejności należało zapoznać się dokładnie z ośrodkiem: Nawiedzony dom został nawiedzony przez jeszcze bardziej nawiedzoną grupę dzieci i instruktorów; wszystkie czworonogi we wsi zostały wygłaskane, wymiętoszone i dostały kota (żabom też nie uszło płazem). Jedynie ryby w jeziorze stanęły okoniem.

Najbardziej emocjonująca okazała się jednak gra w…dobrze, nie mam pojęcia co to było ale przerzucało się piłkę przez siatkę, czasem się podawało, czasem odbijało, a czasem nawet wykopywało ale pod warunkiem, że nie było się na spalonym. Zamysł opiekunów był oczywisty: byle grać i zamęczyć dzieciaki…ale one odbiły piłeczkę i zmusiły sędziego do rzucenia ręcznika, pokazania sobie czerwonej kartki i udania się do swego domku, aby się rozpłakać.

Instruktorowie mieli spore wątpliwości czy zabierać grupę na wycieczkę pod największy w gminie Czaplinek głaz narzutowy Tempelburg, bo mógłby z niego nie zostać kamień na kamieniu.

Nawet jeśli ktoś patrząc na naszą naukę pływania kajakiem uznał, że sięgnęliśmy dna, to dopiero po zajęciach plastycznych na strychu można było dojść do wniosku, że mamy nierówno pod sufitem.

Na stołówce także pomieszało się niektórym w garze. Maseczki z plastrów marchewki na oczach lub picie zupy z talerza słomką były jedynie wisienką na torcie i nawet wielogodzinne pływanie nie miało wpływu na apetyt dzieci. Mimo że zarówno śniadanie, jak i obiad nie chciały być zjedzone, to dziś wieczorem dzieciaki za kiełbaską skoczą pewnie w ogień.

Galeria zdjęć

Newsletter

Wpisz swoje dane aby być na bieżąco z wydarzeniami w klubie!